Dawno , dawno temu

 Wieża radiostacji o wysokości 111 m niezmiennie wygrywa we wszelkich rankingach na najpiękniejszą gliwicką modelkę.

73-letnią Wielką Damę widać z wielu kilometrów, pozuje dla gazet i telewizji, a każdy gliwiczanin stara się mieć w swoim komputerze fotografię właśnie z nią! Nocą iluminowana ośmioma dwukilowatowymi refrektorami wieża zachwyca wszystkich. Tu zajmiemy się konstrukcyjnymi podstawami jej piękna. Spójrzmy na zdjęcie z jesieni roku 1935.
Właśnie za chwilę – po niespełna 5 miesiącach od wbicia pierwszej łopaty w ziemię – na szczycie wieży pojawi się wiecha. Dziś nikt mi w te 5 miesięcy nie wierzy. Ale mamy świadków. Budowie to warzyszyli dziennikarze, którzy systematycznie odnotowywali każdy postęp. Zaczęło się 20 ma ja 1935 r., gdy po wykonaniu pierwszych metrów wykopu pod fundamenty – pojawiła się woda gruntowa. Ale już 9 października gazety donosiły o zakończeniu robót.

Niesamowitym zbiegiem okoliczności następnego dnia, 10 października 1935 r., trąba po wietrzna powaliła nową, gigantyczną, 160-metrową antenową wieżę drewnianą w Langenbergu. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie dla gliwickiej radiostacji? Tego jeszcze nie wiemy, bo koincydencja tych dwóch faktów jest zupełnie świeżym odkryciem. Natomiast już na zdjęciu z lata 1936 r. widzimy wieżę w znacz nie bogatszej szacie, widać nowy układ belek (widać też na 80. metrze podest, dodany w latach 60.). Pisząc „nowy” mam na myśli rok 1936. Wybudowanej z drewna modrzewiowego wieży przybyło od tego czasu 77 współczesnych anten tele komunikacyjnych (z belkami wsporczymi), a stara, wisząca w środku, pionowa antena średniofalowa zamieniła się w najwyższy w okolicy piorunochron.
Do niedawna radiostacja gliwicka miała znaczenie wyłącznie historyczne jako miejsce słynnej prowokacji z 31 sierpnia 1939 r. Aspekty radiotechniczne i konstrukcyjne zaczynamy badać i poznawać dopiero w ostatnich latach. Zwłaszcza od 2005 r., kiedy gliwicki samorząd, odkupiwszy całą radiostację od TP SA, otworzył tu zalążek przyszłego Muzeum Historii Radia i Sztuki Mediów.

O samej przebudowie nic jeszcze nie wiemy. Widzimy tylko skutki: na trzech dolnych piętrach, czyli do połowy wysokości wieży, pojawiły się rygle które lepiej widać na fotografi, zrobionej spod samej wieży. Oryginalna konstrukcja zachowała się w górnej partii.
U samej góry widzimy maszt piorunochronu i cztery sześcio metrowe belki z odciągami, pod którymi kiedyś wisiało tzw. sztuczne przedłużenie, dodające antenie ok. 20 metrów, co było ważne ze względów radiotechnicznych (antena półfalowa, optymalna). Widać też w środku dwie drabiny.

Przekrój poziomy jest w każdym punkcie kwadratem, natomiast obwiednią przekroju pionowego jest parabola o równaniu x = 0,0007192z2 – 0,1585z + 10, przy czym z – to wysokość w metrach, a x – odległość krzywej w prawo od środka prze kroju pionowego, prowadzonego równolegle do odpowiednich krawędzi przekroju poziomego. Na razie wszystko to wygląda ładnie i zrozumiale. Matematyków, inżynierów mechaników i statyków pytam jednak zawsze, gdzie jest ekstremum tej funkcji. I tu najpierw lekka konsternacja, a po chwili olśnienie. Tak! Właśnie tam!

Równanie jest oczywiście pewnym przybliżeniem, na podstawie 200--punktowych pomiarów, wykonanych przez firmę Precyzja z Katowic. Rozstaw nóg tylko w przybliżeniu wynosi 20 m. W istocie każda noga stoi trochę inaczej względem teoretycznego środka. Przyjąłem 10 do równania, żeby na 110 m zbliżyć się do długości boku najwyższego podestu – 2,53 m. Na tym podeście stoi jeszcze półtorametrowy dębowy stół ,stanowiący podstawę porcelanowego izolatora, z którego na dół spływa antena.
Paraboliczny kształt skłania obserwatorów do traktowania naszej wieży jako drewnianej kopii wieży Eifa. Ale to wolno powiedzieć poetom (Adam Zagajewski). Inżynierowie wiedzą, że takie są wymagania statyki. Dokładniejsze informacje podają autorzy ekspertyz z Politechniki Śląskiej – dr inż. Andrzej Malczyk i dr inż. Marek Właszczuk: słupy mają przekrój czterogałęziowy, złożony z prętów 200x200 mm o rozstawie 100 mm. Na wysokości 25,9 m przekrój słupa nadal jest cztero gałęziowy, lecz wymiary poprzeczne gałęzi są mniejsze i wynoszą 190x190 mm. Dalej jest podobnie. Wszystkie belki mają przekrój kwadratowy. Od 34,2 m bok kwadratu wynosi 180 mm; od 42,9 m – 160; od 52 m – 150; od 69,7 – 140. Wyżej już są słupy jednogałęziowe. Od 79,1 m – 250 mm; od 86,3 – 200; od 96 – 160 i od 104 m – przekrój słupa to 120x120 mm.

Na fot . wskazałem niewielki trójnóg. W rzeczywistości była to 12-metrowa konstrukcja drewniana, na której szczycie kręcił się wielki „kogut” z czerwonym kloszem. Na samej wieży nie można bowiem było umieszczać oświetlenia przeszkodowego ani żadnych innych urządzeń i przewodów ze względu na indukcyjne oddziaływanie anteny głównej. Z tych samych powodów na wieży nie mogło być ani gra ma materiału ferromagnetycznego, stąd też wszystkie elementy łączeniowe (śruby, kołki, podkładki) wykonane są z mosiądzu. Do 1963 r. pilotów ostrzegały dwie latarnie „morskie” na trójnogach oddalonych o 60 m od wieży. Obecnie czerwone latarnie stacjonarne (fot. 4) widzimy na wysokości ok. 40, 80 i 111 m.

Na koniec dwa słowa o historii. 31 sierpnia 1939 r. o godz. 20 do budynku niemieckiej radiostacji średniofalowej w Gliwicach wdarło się siedmiu esesmanów, udających polskich powstańców (w ubraniach cywilnych). Ich celem było zawiadomienie przez radio Anglii i Francji, że Polska rozpoczęła wojnę z Niemcami, co z kolei zwalniało te państwa z obowiązku udzielenia Polsce zbrojnej pomocy. Opis oraz interpretacja tego incydentu stanowią treść książki pt. „Provocado. Gliwice 31.08.1939”, która powstaje na kładem muzeum w Gliwicach (więcej informa cji www. radiostacjagliwicka.republika.pl).

Do końca wojny Gleiwitzer Sender, bo tak nazywała się nasza radiostacja, służył cywilnej propagandzie nazistowskiej. 24 stycznia 1945 r. miasto zajęła Armia Czerwona. Później napływają inżynierowie z Polskiego Radia Lwów, którzy w maju przejmują obiekty od sowietów, naprawiają zniszczenia i jesienią uruchamiają nadawanie programu Radia Katowice. Ponownie, jak za czasów niemieckich, radiostacja przy ul. Tarnogórskiej pracuje wyłącznie jako nadajnik. Programy powstają w Katowicach (wcześniej w starej radiostacji w Gliwicach). Od 1951 r. zaczyna się służba w systemie zagłuszania Wolnej Europy i kilkunastu innych zachodnich rozgłośni. Jesienią 1956 r. wszystkie polskie za głuszarki milkną. Szlachetną służbę obrony ustroju socjalistycznego przed imperialistyczną agresją w eterze przejmują nadajniki radzieckie.
A nasza radiostacja – przekształcona w manufakturę – zajmuje się produkcją antyimportową, czyli… piractwem technologicznym. Polska kupuje jeden nadajnik amerykański lub czeski, a tu powstają wierne klony o całkiem niezłej jakości. W ten sposób nowe nadajniki otrzymują Łódź, Wrocław, Gdańsk, Lublin itd. Stara aparatura

wyeksploatowana do szczętu, pomaga testować nowe nadajniki średniofalowe. Liczne przyrządy pomiarowe nie uległy zużyciu, były wpięte we właściwe obwody, więc znalazły nowe zastosowanie. Dzięki temu wiele urządzeń za chowało się do naszych czasów.

W ostatnich dekadach XX w. Telekomunikacja Polska miała tam swój za kład badawczo-rozwojowy, a w roku 2002 gliwicki samorząd zakupił 3-hektarową posesję i od 2005 r. działa tu oddział muzeum w Gliwicach, gdzie zapraszamy codziennie (godz. 9–15) po uzgodnieniu terminu (tel. 693-131-292).

                                                                 ANDRZEJ JARCZEWSKI
                                              więcej na www.inzynierbudowanictwa.pl
 



powrót

Liczba wyświetleń: 1174
Firma Drewno klejone Referencje Kontakt Projekty Hale systemowe Sprzedaż Stropy drewniane Dom drewniany Kładki drewniane
Powered by Hydraportal | Design by Deepline